piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 1

Następne dni były mniej więcej takie same..
Wstawałam rano, matka na mnie krzyczała, chodziłam do szkoły, gdzie unikałam rozmowy z ludźmi następnie wracałam i zamykałam się w pokoju, by zrobić na swoim ciele nowe ślady.

Dodać można tylko tyle, że gdy rodzice to zauważali, bili mnie skórzanym pasem po tych ranach a potem działo się to co się działo.

Nie chcę o tym opowiadać, boję się.Boję, że on to usłyszy i znów się zacznie.

Cały rok minął tak samo.
Nie był ciekawy. Był przerażający.
Na moim ciele pojawiało się coraz więcej blizn.

Coraz bardziej miałam dość wszystkiego.
A wstrząsnęło mną, gdy podsłuchałam raz rozmowę rodziców.

-David, a co jeśli ten smarkacz dowie się, że Brayan nie żyje?- Pytała matka.
-Nie dowie się. Jeśli nie wydasz, że się zabił, tylko będziesz mówiła, że wyjechał, ona się nie dowie i wszyscy będziemy szczęśliwi.- Wytłumaczył ojciec.
-Ok rozumiem.- Odparła matka.- A z kim było lepiej? Z Eme czy Brayan'em? - Dodała po chwili.
-Oczywiście, że z Eme. Brayan był pieprzonym gejem. A ja i tak nadal wolę dziewczynki.- Zaśmiał się.
Słysząc to, wystraszyłam się. Weszłam po cichu na górę, spakowałam do plecaka bluzę, butelkę wody i kanapki, które miałam w pokoju. Założyłam kurtkę i buty. I czekałam.
Zaczęłam odliczać.
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1..
Po czym szybko wybiegłam z pokoju. Zbiegłam po schodach i czym prędzej wybiegłam z domu.
Przyspieszyłam, by oddalić się jak najdalej się dało. Niestety, nie udało mi się.
Ojciec od razu wybiegł za mną, bał się, że pobiegnę do kogoś i wszystko mu opowiem.
Krzyczałam, szarpałam się jednak na marne. Był bardzo silny i zaniósł mnie do domu.
tam od razu dostało mi się.
Zaczynając od bicia pasem a kończąc na pedofilii.

Powoli miałam tego dość.
Nadal nie docierało do mnie, że mój brat nie żyje i to przez nich.
To mną wstrząsnęło.

Przestałam się bać. Zaczęłam nienawidzić.

Zaczęło się to pewnego wieczoru.
Siedziałam w pokoju i rozmyślałam, jak wydostać się z tego bagna.
W pewnej chwili ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie.
Z mojego prawego oka ciurkiem poleciał strumyczek krwi.
Przeraziłam się i szybko go otarłam.
Nie pomagało, gdyż krew leciała nadal.
Podeszłam szybko do lustra i przyjrzałam się sobie. Wyglądało to nawet uroczo. Nie zapominając, że nadal mnie przerażało.

Po chwili krew przestała lecieć.
Położyłam się do łózka i próbowałam zasnąć. Coś jednak nie dawało mi spokoju.
Czułam się obserwowana. Wstałam więc, rozejrzałam się po pokoju. Nikogo nie widziałam. Postanowiłam znów zasnąć. Nie zajęło mi to dużo czasu.

Następnego ranka obudziłam się strasznie zmęczona.
Jest sobota i ojciec właśnie kosił trawę na dworze.
Dla sąsiadów zawsze z matką udawali szczęśliwą rodzinkę.
Podczas gdy ojciec ostrzył kosę, matka krzątała się po ogrodzie i rozkopywała kwiatki.
Wstałam i powolnym krokiem udałam się do łazienki. Tam doprowadziłam się do w miarę normalnego stanu.
Zajrzałam za okno i zauważyłam precyzyjne ruchy ojca podczas koszenia trawy.
Znów ogarnęło mnie to dziwne uczucie.
Przyglądałam się lśniącej kosie aż z moich rozmyśleń wytrącił mnie krzyk matki.
-Emeli zejdź tu do nas.- Krzyczała, gdy zauważyła sąsiadkę, jak wraz z synkiem bawi się na ogrodzie.
Nienawidziłam takiego zachowania z jej strony. To podłe pokazywać sztuczność naszej rodziny.
Zeszłam na dół przerażona skutkami nie posłuszenstwa.
Wyszłam na dwór, gdy nagle podbiegł do mnie sąsiad, o rok może dwa lata starszy.
-Cześć, jestem Daniel, może pójdziemy do parku się pobawić?- Zapytał rozpromieniony.
Spojrzałam na niego bez żadnych emocji. Następnie wzrok zawiesiłam na matce.
-Nie mogę.- Odparłam po chwili.
-Prooszę. Nie bądź taka. No chodź.- Błagał. W pewnej chwili podszedł do mojej matki.- Proszę Pani, czy mogę zabrać Emelyth do parku?
Już miałam wrażenie, że matka zamknie go w naszym domu i zrobi mu krzywdę. Ta jednak ze sztucznym uśmiechem odpowiedziała, że nie do niej należy decyzja.
Chłopiec lekko zawiedziony podbiegł do mojego ojca i z szerokim uśmiechem zadał mu to samo pytanie.
Ojciec niechętnie się zgodził. Daniel podbiegł do mnie i bez zawahania złapał mnie za rękę.
Pociągnął, przez co zmuszona byłam iść za nim.
Przez całą drogę zadawał mi różne pytania, jednak nie spieszno mi było na nie odpowiadać.

Gdy dotarliśmy już do parku, stanął naprzeciwko mnie i popatrzył mi w oczy.
Złapał za ręce.
-Emeli, nie musisz się bać, przy mnie nic Ci nie grozi.- Po czym przytulił się do mnie obejmując rękoma.
Stałam zdezorientowana. Czyżby coś mi groziło?
W pewnej chwili podbiegli do nas dwaj chłopcy, nieco starsi. Na oko mieli około 15-16 lat.
-Cześć smarki, co tu robicie?- Odezwali się. Daniel popatrzył na nich, ja jednak stałam bez ruchu.
-Odpowiadać, bo źle się to skończy!- Krzyknął jeden z nich.
Popatrzyłam na nich i już chciałam powiedzieć, żeby spadali, jednak Daniel mnie wyprzedził.
-Przepraszamy, jeśli coś wam zrobiliśmy, ja i moja koleżanka już sobie idziemy.- On był naprawdę miły. Jednak nie dla nich.
-Oni chcą nam uciec. Stew, nie możemy na to pozwolić.- Odparł drugi. Po chwili i bez zawahania, chwycili mnie jak i również mojego sąsiada za ręce i pociągnęli za las, do pewnej uliczki.
Tam jeden z nich szarpał mnie za włosy i kazał patrzeć jak ten drugi kopał i bił Daniela.
Szarpałam się, wolałam by to mnie skopali, jednak nie.
Powstrzymywałam łzy. Stałam bez żadnych emocji.
W pewnej chwili zauważyłam, że Daniel przestał się ruszać.
Po policzku spłynął mi strumyczek krwi co zauważyli chłopacy.
Jeden podszedł do mnie i strzelił mi plaskacza tak silnego, że prawie upadłam na ziemię.Milczałam.
Oni chcieli, bym zaczęła płakać. Bym powiedziała cokolwiek.
Dawało mi satysfakcję patrzenie jak trudzą się, bym cokolwiek powiedziała.
W pewnej chwili kopnęłam jednego z nich w krocze. Drugi się wystraszył i poluźnił ucisk. Wystarczyło bym mogła się wyrwać i uciec.
Biegłam przed siebie nie odwracając się w tył. Szybko pobiegłam do domu.
Nie zwracając uwagi na krzyki i wołanie mojej sąsiadki zamknęłam się w pokoju. Skuliłam w kącie i zaczęłam płakać.
To nie sprawiedliwe, co oni z nim zrobili.

Przez resztę dnia siedziałam w pokoju i zastanawiałam się, co zrobić.

Nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam w kącie pokoju.
Rano jednak obudziłam się na swoim łóżku..

Kilka dni później wszystko wróciło do normy.
Mój codzienny plan dnia się nie zmieniał.

Tym też sposobem minął mój 12 rok życia.

Dziś mam urodziny. 13 urodziny.
Postanowiłam coś zmienić.
Gdy ojciec był w pracy ja brałam właśnie prysznic.

Po 15 minutach wyszłam z kabiny i wytarłam się ręcznikiem. Założyłam stanik i bokserki. Do tego białe, bawełniane skarpetki.
Wbiegłam do pokoju i przyglądałam się moim bliznom. Były cudowne. Z każdym dniem ich przybywało.
Założyłam bluzę mojego brata. Była ogromna. Sięgała mi do połowy ud. Jakoś się w niej bardzo dobrze czułam, więc postanowiłam w niej chodzić.
Podeszłam do lustra. Przyjrzałam się  moim włosom. Były długie. Naprawdę bardzo długie.
Nie podobała mi się ich długość, dlatego podcięłam z lekka końcówki przez co teraz były idealne.
Ogarnęłam resztki włosów i zeszłam na dół.
Popatrzyłam na śpiącą już matkę i wyszłam bardzo cicho.
Na mojej liście widniał najpierw ojciec.
Wbiegłam do garażu w samych skarpetkach i wzięłam kosę ojca.
Z nią pobiegłam kawałek od naszego domu. Tak, przy lesie, którędy zawsze wraca ojciec postanowiłam na niego zaczekać.
Schowałam się za drzewem. Wzięłam kamień, by naostrzyć kosę.
Czułam wtedy nienawiść tak wielką, że nie mogłam jej ogarnąć.
Czekałam i czekałam, jednak ojciec się nie zjawiał.
Usiadłam więc zawiedziona, że jednak mi się nie uda.
W pewnej chwili z mojego prawego oka znów ciurkiem poleciała krew.
Nagle usłyszałam kroki.
Zajrzałam, by upewnić się, czy to mój ojciec. Nie myliłam się.
Wstałam więc i oczekiwałam,kiedy nadejdzie.




~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jest r1.
Pozdrawiam.
~/Eme.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz