wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 6

Wreszcie coś tu piszę uh ah.


***
Obudziłam się w pustym lesie, leżałam na środku przeogromnej polany. Sama.
Do łopatek miałam doczepione przeogromne białe skrzydła a obok mnie leżała moja kosa.
Znajdowałam się w.. Sama nie wiem gdzie.
Wstałam przecierając oczy. Rozejrzałam się wokół. Wzięłam kosę w rękę i ruszyłam w byle jaką stronę.
Spacer po lesie nie był zbyt długi.
Miałam na sobie czarną, długą bluzę z napisem 'Psycho' na pół już zdrapanym. Na nogach miałam tylko białe, bawełniane skarpetki.
Spacerowałam dalej po lesie zastanawiając się jak schować skrzydła, jednak było to chyba niemożliwe.
Nagle z oddali usłyszałam dźwięk silnika. Musiała być gdzieś tutaj droga.
Przyspieszyłam kroku i faktycznie, wyszłam na ulicę, przy której widniał ogromny bilbord z napisem:

Welcome to Queenborough.

Uh, znów jakieś przeklęte miasto.
Nagle poczułam w sobie jakieś dziwne uczucie. Odraza do świata i chęć jej zagłady.
Coś było nie tak. I to solidnie.
Powędrowałam wzdłuż ulicy aż w końcu zaczęły się pojawiać budynki.Zacisnęłam rękę na kosie i przyspieszyłam kroku. W pewnej chwili zauważyłam grupkę nastolatków, byli może 2-3 lata starsi ode mnie.
Dziewczyny, znajdujące się w tym towarzystwie zauważyły mnie niemal od razu. Mierzyły wzrokiem i śmiały się tak głośno, że miałam wrażenie, iż śmieją się tuż za mną.
Na twarz zaciągnęłam kaptur i  spode łba patrzyłam na jedną blondynkę. Musiała być pusta.
Pokazywała na mnie palcem zaciągając się papierosem. Po wypuszczeniu dymu zaśmiała się aż w końcu odezwała.
-Ey, Ty! Stój!- Krzyknęła, następnie udała się w moją stronę. Uznałam, że nie mówi tego do mnie, więc poszłam dalej. W pewnej chwili złapała mnie za rękę i zatrzymała.-Mówię coś do Ciebie Gnojku.
-Masz 3 sekundy, aby mnie puścić.Następnie odwróć swój tłusty zadek i wracaj do swojego towarzystwa.- Wydukałam zaciskając rękę. Krew w moich żyłach dudniała. W umyśle miałam tylko dźwięk tego, jak śmieją się ze mnie.Głuche echo ogarniało moją głowę.
W końcu, gdy dziewczyna szarpnięciem wyrwała mnie z tego transu zareagowałam niemal od razu. Zamachnęłam się kosą a dziewczyna padła na ziemi przepołowiona na pół.
Jej towarzysze niemal od razu zaczęło panikować, uciekać.
Jeden chłopak siedział jak zamurowany. Podeszłam wiec do niego i popatrzyłam spode łba.
-Dlaczego nie uciekasz?- Zapytałam zdziwiona.
Chłopak siedział, trząsł się i próbował coś z siebie wydusić.
-N..Nie ch..chcę.. Ty..Z..Zabiłaś..m..moj..moją.. d..dziew..dziewczynę..
-Znajdziesz lepszą.- Odparłam oschle. Pomachałam mu kosą przed nosem, jednak on odepchnął mnie i wyciągnął scyzoryk. Pod wpływem popchnięcia upadłam na ziemię.
Zaśmiałam się, jednak już po chwili mój wyraz twarzy znów był poważny.
Chłopak wbił swój scyzoryk w moje udo, na co zaczęłam panicznie krzyczeć.
Podniosłam się z ziemi zaciskając kosę w ręce. Teraz musiałam znaleźć inną taktykę, gdyż pozycja (stabilna do teraz) jest nieprzydatna.
Pomyślałam, że skrzydła mogą się przydać.
Tylko jak się ich używa..
Skupiłam się maxymalnie jak tylko potrafiłam.Pomyślałam, że muszę nimi powoli machać, by móc stabilnie stać.
Tak też zaczęło się dziać.Skrzydła powoli zaczęły swą pracę a ja już mogłam ''bawić się'' kosą.
Chłopak przerażony chciał uciekać, jednak moja kosa była szybsza. Zrobiłam zamach, najpierw ciało chłopaka podzieliłam na 2 części, następnie pionowo na kolejne dwie. Gdy kosa wbiła się w ziemię, wzięłam głęboki oddech.
Noga bolała mnie nadal, jednak co ja mogłam poradzić.
Postanowiłam iść, dalej iść.

W końcu ten dzień dobiegł końca.
Zabiłam tylko... 200-250 osób.
Zaczynając od tej blondynki, kończąc na ochroniarzu ze szpitala, gdzie zabrała mnie kolejna z ofiar, kobieta pod numerem 40-50.
Nie pamiętam nic dokładnie.

Położyłam się spać w jednym z leśnych chatek. Akurat ta była dość dobrze oświetlona. Może dlatego, że jest lato.

Noc zleciała dość szybko.
Następnego dnia słońce wdzierało się do chatki i grzało strasznie mocno.
Było strasznie ciepło i szczerze, gorąco mi było w tej bluzie.
Niedaleko widziałam plażę,postanowiłam,że się tam wybiorę.
Wzięłam kosę i podpierając się  o nią udałam się w stronę plaży.

Z oddali słyszałam już szum morza i piski dziewczyn.
Podeszłam bliżej i wtedy się przeraziłam. Plaża była oblężona przez ludzi.
Zaciągnęłam się świeżym powietrzem, następnie usiadłam pod najbliższym drzewem wpatrując się w opustoszałą plażę, która skryła się za krzakami.
Zamyśliłam się nad tym, co teraz ze mną będzie.
W pewnej chwili znów poczułam to okropne uczucie a krew momentalnie sama zaczęła lecieć.
Oparłam głowę o drzewo i zaczęłam głęboko oddychać, jednak plażowicze strasznie mnie drażnili. Stwierdziłam, iż pokażę im, że są też spokojni plażowicze.
Wstałam i podeszłam do pierwszej lepszej kobiety zakańczając jej żywot.
Jedni zaczęli uciekać, inni próbowali mnie powstrzymać, jednak po co się wysilać, skoro skończyli tak samo?

Tak, wymordowałam wszystkich plażowiczów. Wtedy plaża zaczęła być boska.
Znów przysiadłam pod drzewem przymykając oczy. Cisza, jaka ogarnęła mój umysł była po prostu urocza. Nikt nie krzyczał, powietrze znów było świeże i pachnące.
Przysnęłam.
Nie pamiętam kiedy i jak, po prostu zasnęłam.
***
Obudziłam się w jakiejś piwnicy. Moich skrzydeł nie było przy moich łopatkach.
Czułam się podle.
Byłam tak słaba, że nawet dokładnie nie wiem co się dzieje.
Z moich łopatek leci krew. I to szybko. Wykrwawię się?

W tej samej chwili do piwnicy przyszli 4 chłopacy.
Dwóch niosło moje skrzydła, zakrwawione jednak nadal nieziemsko białe.
Jeden ocierał ręce o jakąś szmatę. Więc to on mnie skrzywdził.
Ten ostatni, dość wysoki, dobrze zbudowany podszedł do mnie i chwycił za brodę.
-Nasza Królewna się zbudziła.-Zaśmiał się. Następnie popatrzył mi w oczy.- Niezłe z Ciebie ziółko. Mogłabyś zostać moją dziewczyną.
Na jego słowa coś mnie ukuło w sercu. Przypomniałam sobie Daniela, który zapewne dziś byłby moim dobrym przyjacielem.
Szarpałam się, jednak te gnojki przykuły mnie łańcuchami do ściany. Skąd oni kurwa mać mają takie coś?! I to w piwnicy?!
-Oj nie denerwuj się. Jak będziesz grzeczna, to Cię puszczę. - Wyjaśnił. Spojrzał mi w oczy, następnie wstał, odwrócił się i poszedł do kolegów.
Rozmawiali dość długo co chwilę zerkając na mnie.
Czułam się okropnie, patrzyłam na ziemię a z oka znów popłynęła krew.
Szarpałam się panicznie. Bałam się, że coś się stanie. W końcu nie mam skrzydeł, moje łopatki są rozszarpane a udo nadal nie jest sprawne. Do tego zabrali moją kosę!
Usiadłam, przymknęłam oczy by się uspokoić.
Podszedł do mnie znów ten sam chłopak. Przykucnął i znów onieśmielał mnie swoim wzrokiem.
Odwróciłam wzrok, jednak chłopak był cwańszy. Złapał mnie za brodę i swoim nosem musnął o mój, bym na niego spojrzała.
Wysoki, o szerokich barkach, delikatny, onieśmielający brunet o czekoladowych oczach i ciemnej karnacji z tym słodkim akcentem. Chłopak idealny, jednak zadawał się z NIMI.. Nie!! NIE. Eme, przestań o nim myśleć.
Skup się na ucieczce.
-Mała, o czym myślisz?- Przerwał mi moją ciszę.
Nie odpowiedziałam.
-Rozumiem, będziesz się ze mną droczyć?- Uśmiechnął się. Wtedy ujrzałam szereg białych, prostych zębów które po prostu lśniły.
Zamknęłam oczy by na niego nie patrzeć. Poczułam się dziwnie. To uczucie, ogarnęło mnie pierwszy raz. Nigdy się tak nie czułam. Miałam wrażenie, jakby moje policzki robiły się czerwone.
Chłopak chyba zauważył moją panikę wewnętrzną gdyż zmienił swój ton.
-Przyniosę apteczkę i Cię opatrzę. Nie będzie bolało.- Na te słowa otworzyłam oczy a on tylko przewrócił oczami. Wstał i wyszedł z pomieszczenia.
Usiadłam. Jęknęłam pod nosem z bólu, który ogarniał moje ciało. Łańcuchy obciążały mnie jeszcze bardziej, gdyż musiałam trzymać je w górze.
Wtedy właśnie podszedł do mnie blondyn z dwoma kolegami.
-Brayan, bierzemy ją czy zostawiamy Jai'owi?
-Bierzemy. Ten gnojek zawsze dostaje najlepszy towar. A ta jest warta czegoś lepszego.- Wyjaśnił z szarmanckim uśmiechem.
Wtedy zaczęłam się bać. Co oni mi zrobią? Dlaczego to robią? Gdzie jest rzekomy ''Jai'' ?
Chciałam, by brunet już wrócił. Bałam się jego kolegów i tej głuchej przestrzeni.
Gdybym była tu sama, to całkiem co innego, jednak z nimi- to przerażające.
Jeden z nich chwycił mnie za włosy stając za mną. Głowę położył na moim ramieniu i sapał do ucha.
-Posłuchaj teraz uważnie, jesteś już nasza i nie wolno Ci się nam sprzeciwiać. Masz milczeć, z nikim nie rozmawiać i nikogo nie słuchać. W innym przypadku skończy się to źle dla Ciebie.-Wydukał. Nie słuchałam go. Kręciło mi się w głowie i robiłam się coraz słabsza.Pobudził mnie jednak jeden z tych idiotów, który żarzącym się ustrojstwem zrobił mi na dłoni ślad, a raczej ''pieczątkę'', że należę do nich. No to jestem w dupie. Jednak nie krzyczałam, nie szarpałam się. Przyzwyczajona byłam już do bólu. Nie spodobało im się to. Szarpali mnie za włosy i tarmosili, jednak na marne. Pamiętam wszystko jakby przez mgłę.
W tym samym momencie wszedł brunet. Gdy to zobaczył, rzucił się na swoich kolegów i zaczęli się szarpać.
Jednego z nich zranił w kilku miejscach na ciele skalpelem, drugiego zbił, że chłopak nie mógł się podnieść a trzeci po prostu uciekł.
Wtedy własnie podbiegł do mnie z nadzieją, że jednak nie straciłam dużej ilości krwi.
Wypuścił mnie z łańcuchów. Wziął na ręce. Położył na ogromnym stole, na brzuchu przechylając głowę w bok, bym miała czym oddychać.
Często coś do mnie mówił, jak tylko mruczałam dając mu znać, że trzymam się przy życiu.
Jai, jak go nazwali koledzy rozciął ulubioną bluzę na plecach, następnie starał się zatamować krwawienie. Gdy już mu się to udało zaszył rany najlepiej jak potrafił. Potem zabandażował moje plecy i założył na mnie swoją bluzę. Też była wygodna, jednak to nie to samo, co pamiątka po bracie.
Do mojej kosy przyczepił ramiączko jak od gitary lub innego sprzętu i zawiesił przez ramię, tak że widniała na jego plecach. Skrzydła schował niezgrabnie do plecaka, który położył na moim brzuchu. Mnie natomiast wziął na ręce i wyniósł z piwnicy tak, by nikt nie widział.
Było już ciemno co nawet mi odpowiadało.
Jego perfumy były przyjemne. Od razu przysnęłam pomrukując przez sen.
Co było dalej- nie wiem.

***
Następnego dnia obudziłam się w jakimś domku.
Leżałam na kanapie najwidoczniej w domku na drzewie.
Gdy tylko otworzyłam oczy poczułam ten przerażający ból dochodzący z moich pleców.
Chciałam się podnieść, zadać sobie inny ból, by zapomnieć o tym, lub po prostu zadać go komuś.
Chłopak mnie powstrzymał. Kazał się położyć i odpoczywać.
-Jesteś bezpieczna, odpocznij.- Zdziwiłam się. Nie pamiętam kiedy ostatnio nie groziło mi nic złego.
-Mogłeś mi nie pomagać.- Wydukałam rozglądając się po mieszkaniu.
-Wiem, że nic mi nie zrobisz, nie bój się, ja również nic nie zrobię Tobie.
Chciało mi się śmiać, jednak powstrzymałam się, wiedziałam czym mi to grozi.
-Emelyth Rockbell, prawda?- Zapytał po chwili.
Spojrzałam na niego wielkimi oczyma. Zaskoczył mnie. Skąd on o mnie wiedział? Podniosłam się z pozycji leżącej niemal od razu.
-Nie wydam Cię na policję, spokojnie.- Kontynuował rozmowę.
-Skąd wiesz kim jestem?-Zapytałam przełykając ślinę.
-Wiem, co robił Ci ojciec, wiem gdzie chowają Twojego brata. Jakby to powiedzieć, śledziłem Cię odkąd miałaś 8 lat.- Wyjaśnił. Przeraziłam się. On mnie śledził. Obserwował.Jednak on kontynuował.- Wiem o tym, że jesteś niewinna co do Daniela. To ja Cię obserwowałem. To przeze mnie nie mogłaś czasem zasnąć. I wtedy, gdy cięłaś się pod ścianą, to ja zaniosłem Cię do łóżka. Spokojnie, nic Ci nie zrobiłem.-Dokończył. Uspokoiłam się z lekka, jednak byłam zdenerwowana.
-Obserwowałeś mnie 7 lat i nie powiedziałeś nikomu o tym, co dzieje się u mnie w domu?!- Wykrzyczałam. Zaciskałam pięści, krew dudniła mi w żyłach a serce biło szybciej.-Co Ty sobie wyobrażasz?! Jak w ogóle śmiałeś mnie podglądać?! Kim Ty w ogóle jesteś?!
Brunet złapał mnie za ręce gładząc je palcami. Patrzył mi w oczy dając znać, że mam się uspokoić.
-Posłuchaj. Właściwie nie wiem czemu Cię obserwowałem. Zainteresowałaś mnie i tak jakoś wyszło.-Wyjaśnił dość spokojnie uśmiechając się przyjacielsko.
-Kim jesteś?-Zapytałam już spokojniejsza.
-Pan Nikt.- Chłopak się uśmiechnął.
-Jesteś Jai.- Odparłam przewracając oczyma.
-Możesz tak mówić, jeśli chcesz. Ale nie zdradzę Ci kim jestem. Więc mój mi Nikt lub Jai.- Brunet wstał. Spojrzał za okno, następnie wyszedł przez nie i zniknął. Nie mam pojęcia gdzie się podział.
Wzięłam głęboki oddech powoli wypuszczając dwutlenek węgla na zewnątrz. Gdy już się uspokoiłam, postanowiłam się stąd wynosić. Wstałam i wzięłam swoją kosę.
Wtedy właśnie zauważyłam moje skrzydła. Podeszłam do nich wyciągając z plecaka. Popatrzyłam na nie rzucając w kąt. Byłam wściekła.
Dlaczego?
Byłam wściekła, gdyż zauważyłam w nich czip, taki sam który rodzice chcieli mi wczepić, by wiedzieć gdzie jestem.
Wtedy zauważyłam w plecaku kilka karteczek. Wzięłam jedną z nich i zauważyłam, że jest to portret. Mój portret. Na dole widniał dopisek '' Twoja Eme, jak prosiłeś, pozdrawiam Jack.''
Coś mówi mi to imię.. Chwileczkę..
Gdy byłam u Lucyfera.. Jack to był ''strażnik bramy''..
Razem z nim dokuczali mi jeszcze dwaj chłopacy.
Możliwe, że jeden z nich, to on.
Jestem w domu jednego z tych idiotów a on w coś ze mną gra!
Do tego mają moje portrety, jak widać jestem ich głównym tematem rozmów. YGH.
Przejrzałam resztę kartek, wszędzie był ten sam napis i inne portrety.
Patrzyłam na nie ze zdziwieniem. Myślałam, że wyglądam gorzej, lepiej. Szczerze, podobały mi się te portrety.
Złożyłam je w kosteczkę i spakowałam do kieszeni. Następnie wyszłam z domku szukając zejścia z drzewa.
W końcu zdecydowałam skakać po gałęziach.
Domek o dziwo był dość wysoko.
Gdy byłam przy ostatniej gałęzi i już miałam skakać na dół, przymknęłam oczy, by móc wylądować w ''boskim stylu''.
1..
2..
3..
Skok! Wylądowałam.
Tylko jak...
Wylądowałam na rękach. Otworzyłam oczy a kto tu stoi? Ten sam chłopak, który rysował portrety.
-Widzę, że odwiedziłaś Kage'a...Tzn Jai'a.-Wydusił z siebie mieszając się w swoich słowach. Postawił mnie na ziemi i przeszywał mnie wzrokiem.-Na żywo jesteś ładniejsza.
Zdziwiłam się jego słowami, nikt nigdy mi tego nie powiedział, nie wiem jak reagować.
-Masz zamiar się do mnie odezwać?- Odparł machając mi ręką przed oczami.
Również był czarujący. Ciemne włosy, tajemnicza maska na twarzy i dość zwyczajny styl. Niebieska koszulka, z lekka obcisła idealnie podkreślała jego naturalne mięśnie. Był wysoki. O głowę wyższy ode mnie.
-Ty jesteś Jack.. To Ciebie widziałam.. Że what..-Wydukałam. Właściwie nie wiem czemu to powiedziałam. Zaczęłam panicznie się rozglądać, na pewno jest z nim ten trzeci chłopak. Ten z uśmiechem.
-Co Ty robisz?- Zaśmiał się.
Zatrzymałam się momentalnie na przeciwko niego. Patrzyłam na jego maskę a on przeszywał mnie wzrokiem.
-Jeff zaraz przyjdzie, jeśli jego szukasz.- Wyjaśnił.
-Niech przychodzi, ja sobie idę.-Odparłam, wymijając chłopaka.
-Hey, gdzie Twoje skrzydła?!-Krzyknął za mną. Zamurowało mnie. Znów przypomniałam sobie o tym czipie. Zacisnęłam pięści i zgrabnym ruchem wzięłam kosę do ręki.-Hey, spokojnie, tylko pytam.
Odwróciłam się do niego z poważnym wyrazem twarzy.
-Masz mnie za idiotkę?! Wiem, że mnie śledziliście, podsłuchiwaliście i co jeszcze?! Może kamerka też tam była?!-Podeszłam do niego, przystawiając mu kosę do gardła.-Mam ochotę poderżnąć Ci gardło.
-To zrób to.
Zawahałam się.
Chwila, co?
Ja się zawahałam?
Przejechałam kosą po skórze jego gardła, on natomiast przełknął ślinę. Wiedział, że wystarczy bym docisnęła kosę do jego szyi, natomiast nie bał się. Czekał na to.
W pewnej jednak chwili ktoś zaatakował mnie od tyłu. Przyłożył mi nóż do gardła i sapał nad uchem.
-Zostaw go w spokoju, bo skończysz marnie.- Wysyczał mi do ucha. Odsunęłam kosę od szyi Jack'a, jednak już po chwili zareagowałam. Złapałam napastnika za nadgarstek wyginając gwałtownie w tył. Podziałało, bo mnie puścił. Wyrzucił swój nóż na bok i przygotował się do bójki.
-Hey, przestańcie! Natychmiast!-Krzyczał Jack.Próbował nas rozdzielić, jednak wszyscy wiedzieliśmy, że na ''wypiciu w spokoju herbaty'' się nie skończy.
''Uśmiechnięty'' rzucił się na mnie jednak od razu zareagowałam.
Biliśmy się po twarzy, szarpaliśmy nie zważając na to kto gdzie dostał.
W pewnej jednak chwili Jeff uderzył mnie w udo, tam gdzie zostałam dźgnięta scyzorykiem. Następnie złapał mnie za ramię przyciągając do siebie. Wbił swój łokieć w moje plecy wyginając ręce w tył.
Do oczu pchał mi się łzy. Miałam tam świeże rany, świeże szwy. Jednak nie poddam się.
Mimo, iż siły i chęć pokonania go odchodząc tak szybko, jak przyszły, nie poddam się.
Jeff powalił mnie na kolana i zmienił łokieć na kolano przyciskając mocniej.
Krzyknęłam z bólu i wtedy moje granice zniknęły. Znów z oczu poleciały mi łzy.
Łzy bezradności i bólu. Przypomniał mi się ojciec i to jak mnie traktował.
Kolejny raz poczułam się jak rzecz.
Jack to chyba zauważył, bo rzucił się na Jeffa, by ten przestał.
-No co?! Ja Cię tu bronię a Ty mi się tak odpłacasz?!- Uśmiechnięty był wściekły.
-Nie widzisz, że ona płacze?! Ty idioto..- Jack przewrócił tylko oczami i popchnął chłopaka by się uspokoił. Podszedł do mnie i pocierał delikatnie po plecach.
-Wybacz, nie wiedziałem, że jest taka słaba i delikatna.- Wydukał Uśmiechnięty. Było mu głupio.
-To jest dziewczyna idioto! I to jeszcze po przejściach.- Wyjaśnił Jack.
Jeff chyba nie od razu wiedział kim jestem.
-Kto to w ogóle jest?-Zaśmiał się.
-Idioto. Pamiętasz u Wujka Lucyfera taką dziewczynę z białymi skrzydłami?
-To ona?!
-Tak.
-Serio?! Cześć Przyjaciółko!- Uradował się mlecznoskóry.
Mi jednak nie było do śmiechu ani radochy.
Wstałam ocierając oczy. Wzięłam swoją kosę i pobiegłam przed siebie zasłaniając oczy rękawem.
Bluza była szarawa, przez co krew z moich łopatek zaplamiła mi plecy.
Chłopacy chyba to zauważyli, gdyż pobiegli za mną.
-Ey, czekaj! Nie uciekaj!- Krzyczał Jeff.
W pewnej chwili wpadłam na kogoś. Szybko otworzyłam oczy i zauważyłam tego trzeciego z nich.
Stał ubrany na czarno a jego czarne włosy powiewały przebijając się przez kaptur. Na twarzy miał maskę ze zdziwionym wyrazem twarzy.
Przeraziłam się. Znów widzę tą trójkę i nie jestem zdolna się obronić. Gdzie jest Jai.. Cholera..
-Eme? Co Ty tu robisz?- Chwila, skąd on znał moje imię?- Nie bój się..- To Jai?!
Cofnęłam się kilka kroków, lecz za mną już pojawili się dwaj wcześniej napotkani chłopacy. W tym momencie patrzyłam na nich przerażona.
-Eme spokojnie, nie zrobimy Ci krzywdy.-Tłumaczył spokojnym głosem Jack.
Trzeci przybyły chłopak zaczął zdejmować maskę.
Okazało się, że był to Jai!
O co tu chodzi...



[*]
Wybaczcie, że nic tu nie pisałam, szczerze? Nie chciało mi się i nie miałam czasu, weny i natchnienia.
;p
Ale... Po długich namowach wspaniałego Kage'a napisałam!
Więc czytajcie..
Myślę, że jest dość spoko.. ;-;
Żegnam! ..
~/Eme.