Następnego dnia obudziła mnie Raquel nerwowo kręcąc się po moim domu.
-Zaraz się spóźnisz! Dzisiaj ja Cię zaprowadzę do szkoły, będzie szybciej. jutro radź sobie sama!-Krzyczała szukając w łazience kosmetyczki.
Wstałam leniwie z łóżka i udałam się w stronę jej głosu, by jakoś doprowadziła mnie do porządku.
W mgnieniu oka zrobiła mnie na bóstwo, wciąż poprawiając śnieżnobiałe włosy.
-Jeju, kocham Twoje włosy!- Uśmiechnęła się pojawiając się obok mojej szafy.
Te jej wiedźmie moce robią się już uciążliwe.
Rzuciła we mnie szkolnym mundurkiem, który nie wiem jakim cudem znalazł się w mojej szafie.
Przyjrzałam się ubraniu i leniwie je na siebie założyłam.
W tym czasie Raquel schowała do mojej torby wszystkie potrzebne na dziś książki i przygotowała śniadanie. Była na prawdę kochana.
-Nie musiałaś tego robić, wiesz o tym prawda?- Odparłam pijąc ciepłe kakao.
-Wiem, ale sama nigdy byś się nie wyszykowała w 10 minut.- Zaśmiała się przygotowując krąg do teleportacji.
Gdy skończyłam poranny posiłek schowałam do plecaka mój breloczek, zarzuciłam na siebie pelerynę i zaciągnęłam kaptur na twarz.
Nie lubiłam być w centrum uwagi.
A teraz, jestem nową uczennicą. To najgorsze, co mogło mnie spotkać.
Raquel popsikała mnie perfumami i wręczyła do ręki list od dyrektora. Następnie zakluczyła moje mieszkanie, upewniła się czy wszystko jest ok i teleportowałyśmy się.
***
Szkoła, do której miałam zacząć chodzić była na prawdę ogromna. Od razu można się domyślić, że należy do Lucyfera. W końcu brama wejściowa jest przyozdobiona w mroczny sposób, klimat szkoły też jest dość mroczny.
Przeszły mnie ciarki, po czym przekroczyłam bramę szkoły i przypomniałam sobie wszystkie wspomnienia ze szkołą. Wykrzywiłam usta w grymas i za Raquel ruszyłam do pokoju dyrektora po mój nowy plan i klucz do szafki.
Zza kaptura wyłaniały się tylko końcówki śnieżnobiałych włosów, co bardzo dziwiło wszystkich zgromadzonych.
Przyglądali się seksownej Pani Wicedyrektor i nowej uczennicy, podążającej za nią.
Podniosłam delikatnie głowę, by cokolwiek zobaczyć, wtedy ujrzałam jego.
Stał w gronie dziewcząt, które zapewne dostawały orgazmu na każdy jego nawet najgorszy żart.
Przytulały się do niego i traktowały jak Boga.
Zacisnęłam pięść. Już wiem, co oznaczał ten sms.
A to podła świnia!
Pomyślałam, że ja też pokażę, na co mnie stać.
Zdjęłam kaptur i wyprostowałam się, kierując wciąż za Raquel. Usłyszałam ciche szepty dotyczące mnie.
''Kim ona jest? ''
''Jaka ona jest ładna''
''Pewnie jest sztuczna''
''To chyba ta nowa''
''Oby miała ze mną lekcje''
Uśmiechnęłam się zadziornie i spojrzałam na Kage'a, który aż gotował się ze złości.
Weszłam przez ogromne drzwi do środka budynku szkoły i wtedy mną wstrząsnęło. Było tam znacznie więcej ludzi niż na zewnątrz i coraz więcej plotek.
Gdy dotarłyśmy do pokoju dyrektora, przed jego drzwiami czekał Jack, skacząc z radości na mój widok.
Podbiegłam do niego i przytuliłam go, co on odwzajemnił.
Był najmilszą osobą jaką w życiu spotkałam, na prawdę go polubiłam.
-Wchodź do środka, ja będę czekał tutaj.
Kiwnęłam głową i wcześniejszym zapukaniem weszłam do pokoju dyrektora szkoły.
Jak się okazało był nim Lucyfer, Pan Piekieł.
Usiadłam na królewskim krześle naprzeciwko jego krzesła.
Lucyfer podniósł głowę i uśmiechnął się.
-No proszę. Eme z Aylsham tutaj.Toż to niespotykany widok.- Mężczyzna kręcił długopisem między palcami, po chwili zapisał coś w papierach i wręczył mi klucz do szafki i plan zajęć.
Wyszłam bez słowa i razem z Jack'iem ruszyliśmy do klas, gdzie odbywały się nasze zajęcia. Chłopak odprowadził mnie do mojej sali i sam pobiegł, by zdążyć na swoje zajęcia.
Weszłam do klasy, gdzie lekcja już się rozpoczęła.
Znów zwracałam na siebie uwagę, eh.
-D..Dzień dobry. Przepraszam że przeszkadzam.- Przewróciłam oczami.
-Ty pewnie musisz być nową uczennicą, pierwszy raz widzę tak białe włosy!
Staruszek przyglądał mi się z zaciekawieniem.
-Przedstaw się dziecinko i usiądź gdziekolwiek chcesz.
-Em.. No.. Jestem Eme.- Poprawiłam włosy spadające mi na twarz i spojrzałam po klasie, gdzie jest wolne miejsce.
Usiąść z Kage'm, jakimś plastikiem, czy jakimś emo-ziomem.
Emo-ziom wygrywa.
Powędrowałam na sam koniec klasy i spojrzałam na chłopaka.
-Hey, tu wolne?- Uśmiechnęłam się delikatnie, jednak chłopak nawet na mnie nie spojrzał.
-Ta, siadaj.
Usadowiłam się na krześle i wyjęłam potrzebne podręczniki. Otworzyłam na tej samej stronie co chłopak i starałam się cokolwiek dowiedzieć z lekcji.
-Bawiłam się długopisem w taki sam sposób jak robił to Lucyfer, co od razu zauważył mój ''nowy kolega''.
Przyjrzał mi się uważnie a gdy ja również spojrzałam na niego, skrępowany napisał do mnie liścik.
Otworzyłam go i zaczęłam czytać.
Emo-ziomek : Jeśli chcesz, mogę Cię nauczyć wszystkiego, co potrzebna na sprawdzian.
Odpisałam mu, że z miłą chęcią, gdyż niczego nie rozumiem.
Widziałam, jak Kage spogląda na nas zdenerwowany.
Chłopak podał mi rękę i przedstawił się.
-Jestem Dann, a Ty?- uśmiechnął się.
-Eme- odwzajemniłam uśmiech.
Resztę lekcji przegadałam z chłopakiem, starając się jak najlepiej go poznać.
Gdy zadzwonił dzwonek spakowałam się i wyszłam z sali razem z chłopakiem, gdzie spotkałam już Jack'a, czekającego na mnie.
Chłopacy bez słowa się wyminęli a Jack pociągnął mnie za rękę prowadząc pod następną salę.
Przez resztę dnia myślałam, czy są jeszcze jakieś zajęcia, które spędzę razem z nowo-poznanym kolegą.
Nadeszła ostatnia lekcja.
Spojrzałam na listę dostępnych profesji i wciąż zastanawiałam się, do jakiej się zapisać.
Tak jak podpowiedziała mi Raquel, postanowiłam dołączyć do Zabójców.
Udałam się do szatni, gdzie narzuciłam na siebie krótkie czarne spodenki i wiśniową koszulkę. Ta, to właśnie był strój ''na wf''.
Spięłam włosy w koka w nieładzie i chowając breloczek do kieszeni ruszyłam na boisko, gdzie miały odbywać się zajęcia.
Ujrzałam, że na boisku stoją sami faceci, żadnej dziewczyny.
Jack, gdy tylko zauważył, że zbliżam się do ich zgromadzenia, wybiegł mi naprzeciw i uśmiechnął.
-Hej, wiesz że nie musisz tak za każdym razem po mnie wybiegać, dam sobie radę sama.- Uśmiechnęłam się niepewnie i dołączyłam do reszty chłopaków.
Prawie cała grupa była podekscytowana, że w końcu dołączyła jakaś dziewczyna.
Tylko jednej osobie się to nie spodobało.
Całe zajęcia minęły dość przyjemnie, trener był dla mnie bardzo miły i starał się nauczyć mnie jak najwięcej.
Tak jak się spodziewałam, jako jedyna walczyłam z tak ogromną i ciężką bronią co nawet zdziwiło samego psorka.
Po zajęciach kierowałam się w stronę szatni, gdzie chciałam wejść pod prysznic, i wrócić do domu jak najszybciej.
Po drodze jednak, w małym korytarzu zatrzymał mnie Kage przyciskając do ściany.
-Co ja Ci powiedziałem?! Miałaś tu nie przychodzić!- Patrzył na mnie z nienawiścią w głosie.
-Przecież nie odezwałam się do Ciebie przez cały dzień, a tutaj nie ma żadnych Twoich koleżanek, które widziałyby, że zajmujesz się kimś innym niż nimi!- Krzyknęłam. Miałam go dość, po jednym dniu, jednak to za wiele.
-Wypisz się z tych zajęć! Natychmiast!- Chłopak zacisnął swoje ręce na moich ramionach, przez co prawie nie jęczałam z bólu.
-Ałć Kage, to boli! Zostaw mnie! Co ja Ci takiego zrobiłam, że tak mnie nienawidzisz!- Łzy pchały mi się do oczu.
-Wiesz co?! Przychodzisz tu, gdzie udało mi się osiągnąć cokolwiek, machasz swoim zgrabnym tyłkiem i wszyscy nagle zwracają uwagę tylko na Ciebie. Dodatkowo, zapisujesz się na zajęcia dla chłopaków, żeby zwrócić na siebie pierdoloną uwagę! Ogarnij się dziewczyno!- Krzyczał na mnie. Szarpał i tarmosił. Spuściłam głowę, pozwoliłam na dalsze traktowanie mnie jak popychadło.
-Jutro już mnie tu nie zobaczysz..- Szepnęłam pod nosem i uwolniłam się z jego uścisku, zamykając się w szatni.
Bez wcześniejszego prysznica przebrałam się w mundurek, założyłam pelerynę, zaciągnęłam kaptur i wybiegłam z szatni jak poparzona.
Po drodze szturchnęłam się z Kage'm ramieniem, jednak nie zatrzymałam się, nie przeprosiłam, nie zrobiłam nic, po prostu pobiegłam dalej.
Wybiegłam z budynku szkoły, następnie biegłam dalej przez szkolny plac, by jak najszybciej uwolnić się z tej przeklętej budy!
Wiedziałam, że to będzie zły pomysł! Wiedziałam, że coś pójdzie nie tak!
Ale żeby tak od razu w pierwszy dzień?!
-Dopiero, gdy straciłam szkołę z pola widzenia, zwolniłam zadyszana i usiadłam pod drzewem.
Skuliłam się i zaczęłam płakać.
Znowu jestem traktowana jak śmieć, jak popychadło.
Gdy już myślałam, że wszystko będzie dobrze, że wszystko ułoży się na nowo, coś musiało się zjebać.
*Z perspektywy Kage'a*
W tym stroju, wyglądała nieziemsko. Jednak, te zajęcia są do szkolenia naszych umiejętności, a nie popisywania się tyłkiem czy nogami.
Ta dziewczyna działa na moje zmysły jak światło na ćmy.
Czekałem pod jej szatnią, by powiedzieć, co o tym wszystkim myślę, jednak widząc ją, skoczyło mi ciśnienie. To jakoś tak wyszło. Nie chciałem na nią krzyczeć, nie chciałem zrobić jej krzywdy.
Zdenerwowany waliłam w ścianę z pięści ile tylko miałem siły.
Zjebałem wszystko.
Wiedziałem, jaką miała przeszłość a mimo to, pozwoliłem, by przeżywała wszystko od nowa.
Ma słabą psychikę. Na pewno coś sobie zrobi.
Jaki ze mnie idiota!
Jeśli ona zrobi sobie krzywdę z mojej winy, nie wybaczę sobie tego! Nigdy!
Zerwałem się z miejsca i pobiegłem w stronę jej domu, na pewno tam pobiegła, zapewne chciała się schować, płakać i być sama.
W Końcu jest taka, jak 5 lat temu, nie zmienia się w ogóle.
Biegłem przed siebie nawet nie patrząc w tył.
Musiałem ją dogonić, przeprosić, porozmawiać z nią!
Na horyzoncie zauważyłem blask. To kosa Eme!
Przyspieszyłem kroku i zauważyłem ją. Siedzącą pod drzewem z zakrwawionymi rękoma.
Blado się uśmiechała, rozglądała na pół przytomna.
Podbiegłem do niej zaciskając jej ręce.
Jak leciało to zaklęcie.
Jak ono leciało!
Dlaczego go nie pamiętam!
-Daj spokój Kage, to na nic.- Zaśmiała się.- Idź sobie, daj mi spokój!
Płakała.
Wiedziałem, że płakała! Śmiała się przez łzy!
Co ja najlepszego zrobiłem..
-Eme, posłuchaj uważnie! Jeśli teraz umrzesz, nie wybaczę Ci tego słyszysz! Nie wybaczę!- Ja sam miałem ochotę popłakać się jak mały chłopiec, wtulić w suknię matki i przeczekać, aż wszystko minie. Jednak teraz, to ja muszę wziąć sprawy w swoje ręce i naprawić wszystko.
-Eme, słyszysz mnie?!
-Demario, rasari kaname!- Usłyszałem zaklęcie. Ręce Eme przestały krwawić. Odwróciłem się i zobaczyłem Dann'a.
Uznałem, że nic tu po mnie.
W końcu, to ja wszystko spierdoliłem. Nie pamiętałem nawet zaklęcia by ją uleczyć.
Uciekłem.
Dlaczego? Sam nie wiem.
[*]
Jest 9 c:
