Założyłem maskę i szedłem powolnym krokiem w kierunku mojego domku w lesie. Wiedziałem, że zaraz mają wpaść chłopacy i mamy obgadać z Eme sprawy, dotyczące niej.
Patrzyłem w niebo, nucąc pod nosem starą piosenkę nieznanego zespołu, gdy nagle małe, smukłe ciało dziewczyny wbiło się we mnie z ogromną siłą. Szybko spojrzałem w dół, ona spojrzała na mnie.
Zdezorientowany nie wiedziałem czemu znajduje się tutaj, czemu Jack i Jeff biegli za nią krzycząc.
Przyjrzałem się jej dokładniej, wtedy zauważyłem łzy.
-Eme, co Ty tu robisz?- Zapytałem pocierając kciukiem jej policzek.- Nie bój się..
Dziewczyna przerażona cofnęła się kilka kroków, wpadając na Jack'a.
Zacząłem zdejmować maskę, gdy Jack tłumaczył jej, że nic się nie stanie, że jest bezpieczna.
Eme odwróciła wzrok na mnie, a jej źrenice się rozszerzyły.
-Jai?!Co tu się dzieje do cholery?!- krzyczała podbiegając do mnie. Uderzała swoimi małymi dłońmi w moją klatkę piersiową, nie wiedziałem co jej odpowiedzieć.-Jak mogłeś!
Złapałem ją za nadgarstki, podnosząc jej ręce do góry.
Zmuszona była spojrzeć choć chwilę na moją twarz.
Ta chwila wystarczyła.
Ona..
Rumieniła się, z jej oczu lały się pojedyncze łzy i przygryzała delikatnie dolną wargę.
Wyglądała na prawdę uroczo.
Złapałem ją za brodę, patrząc głęboko w oczy.
-Porozmawiamy?- Chciałem zabrzmieć uwodzicielsko, jednak mój głos zrobił się śmieszny.
Widziałem, jak Jeff śmiał się pod nosem a Jack uderzył się z otwartej dłoni w czoło.
Czułem jednak, że Eme mi najbardziej ufa.
-Nie!- Dziewczyna spaliła buraka. Wyrwała się z mojego ucisku i pobiegła przed siebie, nawet się nie odwracając.
Westchnąłem głęboko, rzucając się w pościg za nią.
Złapałem ją po dość długim biegu. Dziewczyna ma na prawdę niezłe płuca do biegu.
Przewiesiłem ją sobie przez ramię i ruszyłem w stronę mojego domku.
-Posłuchaj, zanim mnie zabijesz, musisz wiedzieć, że to co usłyszysz u mnie, będzie prawdą.- Nie chciałem jej tego mówić, domyślam się, że mnie za to znienawidzi, no ale trudno.
Weszliśmy do mojego domku, wtedy dopiero postawiłem ją na posadzce.
Od razu usiadła na kanapie.
-Czyli mogę wam zadawać pytania, czy jak?- Odparła z lekka zdenerwowana.
Usiadłem obok niej, Jack na dywanie przed nią a Jeff z drugiej strony, kładąc ramię na kanapie tuż za nią.
Spojrzałem na chłopaków pytająco. Oboje przytaknęli.
-Możesz zadawać pytania, odpowiemy na wszystkie.-Wyjaśniłem.
-Ok! Zacznijmy. Ja.. to znaczy Kage, od jak dawna mnie obserwujesz?- Spojrzała na mnie przeszywając mnie wzrokiem.
-Jak Twój Starszy zaczął Cię gwałcić.-Na ostatnie słowo, dziewczyna zacisnęła pięści.-Aż do teraz.- Spojrzałem jej głęboko w oczy i uśmiechnąłem się. Uwielbiam podrywać laseczki takie jak ona.
-Zbok!- Krzyknęła odwracając wzrok.-Następny! Może Jack.
-Tak?
-Skoro mnie podglądaliście, dlaczego nie pozbyliście się mojego ojca?- Zapytała.
To było trudne pytanie.Widziałem, że Jack z lekka panikuje.
-Powiedz prawdę, obiecaliśmy.- Wydukał Jeff przewracając oczami.
Patrzyłem na dziewczynę, w głowie układając sobie,jak mogłaby wyglądać w innych włosach.
-Więc, Lucyfer stwierdził, że się nadasz jako nowy dzieciak, czekał aż nie wytrzymasz.
Dziewczyna była zła.
-Co proszę?- Zaciskała zęby.- To ja cierpiałam, a wy zamiast mi pomóc, czekaliście aż zrobię to sama?! Chciałam się przez niego zabić! Mordowałam! Mogliście mnie uratować! Dupki!-Krzyczała wymachując zabawnie rękami.
-Ogarnij się wariatko, przecież wyszło Ci to na dobre.- Przewrócił oczami Jeff.
Dziewczyna była wściekła. Z jej oka poleciał strumyczek krwi, kapiąc na moją kanapę. Stała nad nim zaciskając ręce.
-Eme, uspokój się.- Wykrztusiłem wstając z miejsca. Złapałem ją za biodra delikatnie masując.
Podobało mi się to, że jest mi uległa. W końcu chłopacy zawsze podrywali napotkane laski, zawsze oni mogli się zabawić, teraz moja kolej.
-Zostaw mnie.- Odparła cichutko zagryzając wargi do krwi.
Wtedy przypomniały mi się nauki Dziadka Lucka.
''Jak cel przygryza wargi w gniewie bądź furii, trzeba sprawić, by mógł jakoś oderwać się od tego i zasięgnąć po odrobinę ulgi.''
Nigdy nie wiedziałem, co to znaczy, aż jej nie spotkałem.
Małą, urodziwa dziecinka tylko czekała, aż ktoś się nią zajmie.
Odwróciłem ją twarzą do siebie, spojrzałem w oczy i od niechcenia musnąłem jej wargi swoimi.
Dziewczyna oprzytomniała. Spaliła buraka i wybiegła z domku, siadając na gałęzi.
***
*Wracamy do punktu widzenia Eme*
Ogarniała mnie złość, miałam ochotę rozpierdolić mu twarz, by już nigdy nie mógł spojrzeć w lustro. Wtedy właśnie Kage odwrócił mnie twarzą do siebie, nachylił i .. pocałował.
To był pierwszy pocałunek w mojej karierze.
To trochę śmieszne, zdążyłam chcieć umrzeć, mordować ludzi, zginąć, odrodzić się i znów mordować, a całowałam się dopiero teraz.
Było mi głupio. Oni to widzieli! Szybko wybiegłam i usiadłam na gałęzi obok domku. Skuliłam się w kulkę i słuchałam, jak moje serce wali znacznie szybciej.
Wtedy przyszedł do mnie Jack. Usiadł obok i uśmiechał się milusio.
Nie spojrzałam na niego, jednak wiedziałam, że nie miał maski. Czułam to.
-Odejdź.- Wydukałam nadal pochłonięta nowymi doznaniami sprzed chwili.
-Jeszcze spadniesz i co wtedy? - Zaśmiał się.
Był wobec mnie naprawdę miły i naprawdę szczery.
Polubiłam go.
Jako jedynego.
Do Kage'a.. w sumie nie wiem czy była to miłość, czy nie.
Nienawidziłam Jeff'a. Był zarozumiałym gnojkiem, na którego nie mogłam patrzeć.
-Hej Eme, wrócisz ze mną do domku?- Zapytał Jack.- Mamy dla Ciebie niespodziankę.
-Spojrzałam w dół, zauważyłam, że szybkim krokiem podąża tamtędy niska postać, z jakąś mini walizeczką w dłoni.
Spojrzałam na niego, jednak wiedziałam, że nadal palę buraka.
-O.Ok..-Odparłam, wstając z gałęzi.
Poprawiłam bluzę i zachwiałam się. Już miałam spaść, gdy nagle Jack złapał mnie za rękę, przyciągając do siebie.
Nasze ciała były złączone, a nasze usta dzieliło dosłownie kilka centymetrów.
Zarumieniłam się. Jeff zaczął klaskać.
-Ładnie to tak młodemu odbijać laskę?- Zaśmiał się.
Jack się speszył, odsunął się ode mnie, jednak nadal trzymał mnie, bym nie spadła.
-Tylko jej pomogłem.- Wyjaśnił, prowadząc mnie na pseudo-taras.
-Tak to się teraz nazywa nie?- Zaśmiał się.
Ogarnęła mnie złość, jednak wszystko prysnęło, gdy niska, zakapturzona postać wdrapała się na górę.
-Może by kawalerowie pomogli?- Odparła piskliwym głosikiem.
Zdjęła kaptur i spojrzała po kolei na każdego z nas.
-Witajcie chłopcy, widzę, że macie nową koleżankę- Zaśmiała się i podeszła bliżej mnie.- Mam na imię Raquel. Będę Twoją stylistką.
Wtedy właśnie zza ścian domku wyłonił się Kage zapraszając nas do środka.
Raquel złapała mnie za rękę i pociągnęła do środka, od razu zdejmując kaptur z mojej głowy. Otworzyła swoją walizeczkę i patrzyła to na mnie, to na zawartość walizki.
-Kiedy masz urodziny?
Wtedy przypomniałam sobie, że przecież ja obchodzę urodziny.
-A który dzisiaj jest?
- 26 maj.- Wyjaśnił Jack, patrząc w kalendarz.
-Urodziny mam 31 maja.- Wyjaśniłam patrząc w oczy Raquel.
-No to zrobimy Cię na taką super 17-18 latkę. Nikt się nie zorientuje.Siadaj.- Wskazała na miejsce przygotowane przez chłopaków.
Usiadłam tak jak mi kazała, a ona zabrała się do pracy.
Rozpoczęła, od nakładania mi jakiejś maseczki na twarz i włosy.
*Kilka godzin później*
Po skończeniu pracy podała mi lustro, bym mogła się w nim przejrzeć, a to co zobaczyłam, powaliło mnie na kolana.
Chłopcy, którzy zostali zaproszeni do pokoju, również nie dowierzali, że to ja.
[*]
Nareszcie 7!
Może w tym tyg będzie 8, i opisane urodziny Eme! Pozdrawiam ;p
~/Eme
