Chłopacy nie odzywali się do mnie ani słowem, tak jakbym w ogóle ich nie znała.
W sumie, to nawet i dobrze, nie musiałam znosić Jeff'a.
Wreszcie nadszedł dzień moich urodzin. Od samego rana słyszałam, jak Raquel krząta się po kuchni, radosna podśpiewuje i przygotowuje zestaw do makijażu.
-O! Wstałaś! Szybko, siadaj tutaj!- pociągnęła mnie za rękę, sadzając na małym krzesełku.
Wymalowała mnie, zrobiła mi włosy i dobrała ubrania.
Czarne rurki, do tego koszulka z białym krzyżykiem i skórzana, czarna kurtka. Na nogi założyłam czarne trampki.
All black jeej!
Co jakieś 20 minut ktoś pukał do jej drzwi, to składając mi życzenia, to przychodząc jako klienci.
W sumie nie znałam tych ludzi, ale to było uprzejme i miłe z ich strony.
Poprawiłam kolczyk w nosie, który założyła mi Raquel i wyszłam z jej domku, by pospacerować.
Związałam włosy w kucyka, podwinęłam rękawy i ruszyłam przed siebie, by trochę pozwiedzać okolicę.
Rozmyślałam o tym, co działo się przez ostatnie dni. Ci ludzie, zrobili dla mnie tak wiele, a ja w tym kierunku nie zrobiłam nic.
To dziwne. Byłam nauczona tylko stać, patrzeć i płakać, lecz teraz? Mogę tylko płakać z radości.
A może oni mają jakieś ukryte cele?
-Hej!- krzyknął Jack zeskakując z drzewa. Wylądował tuż przede mną.
Zdjął swoją maskę i uśmiechnął się.
-Jejku cześć! Wystraszyłeś mnie..- wydukałam próbując uspokoić rytm serca.
-Wybacz! W ogóle, wszystkiego najlepszego- znów się uśmiechnął.- Mam dla Ciebie kilka prezentów. Chcesz zobaczyć?
Zatkało mnie. Ktoś.. Ma.. Dla.. Mnie.. Prezent.. Urodzinowy..
Chłopak pociągnął mnie za sobą i wyprowadził do małego miasteczka, w sumie takiej leśnej oazy. Pełno domków na drzewach, ustawionych na różnych wysokościach. I jeszcze więcej mostów, lin i drabin prowadzących do nich!
-Tu jest świetnie!- Krzyknęłam podekscytowana.
-To jest właśnie nasze małe miasteczko. Tu mieszkają wszyscy... No.. Tacy jak my! A właściwie jest to tylko przykrywka, bo wszyscy mieszkamy u Lucyfera.
-Co?- spojrzałam na niego.
-Nieważne, to kiedy indziej, chodź.- Jack pociągnął mnie za rękę prowadząc na szeroki most,prowadzący do domku ustawionego najniżej. To właśnie jego domek. Przełknęłam ślinę i weszłam przez drzwi do jego mieszkania.
Ujrzałam mały prezent, duży prezent i dwa średnie.
No chyba nie!
Chociaż, możliwe nie wszystkie są dla mnie!
-No wybieraj, który!- chłopak zaśmiał się puszczając moją rękę.
Podeszłam do prezentów i zastanowiłam się chwilę.
-To ja wezmę ten najmniejszy.- uśmiechnęłam się.
Chwyciłam małe pudełeczko i delikatnie odwiązałam wstążkę. Otworzyłam kartonik a w środku ujrzałam złoty wisiorek z literką E.
Spojrzała zszokowana na Jacka, zamknęłam pudełko i odłożyłam na bok.
Podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
-Dziękuję! Na prawdę, nie musiałeś.- uśmiechnęłam się do niego i poprosiłam by założył mi prezent do razu, co chłopak wykonał.
Kierowałam się w stronę drzwi, co mocno zdziwiło bruneta.
-Hej hej! Gdzie Ty idziesz? A reszta?
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Przecież mój jest tylko jeden.. Prawda?- Jack złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i zaśmiał się uroczo.
-Mylisz się, wszystkie są Twoje.
Przełknęłam głośno ślinę i chwyciłam za jeden z średnich prezentów.
Odwiązałam wstążkę i otworzyłam kartonik.
Zawartością był długi, czarny płaszcz z kapturem.
Zawsze taki chciałam!
Od razu go wyjęłam i przymierzyłam. Był trochę za długi, ale to nic.
-Jejku, dziękuję! Zawsze taki chciałam!
- Cieszę się,że Ci się podoba. No, zostały dwa prezenty, otwieraj!
Znów wzięłam średni. Otworzyłam i ujrzałam misia.
Zwykłego pluszowego misia.
-Miś?- Zdziwiłam się jednocześnie uśmiechając.
-W dzieciństwie nigdy takiego nie miałaś, więc czemu byś nie mogła go dostać teraz, malutka.- Jack zaśmiał się a ja patrzyłam na niego jak mały, rozzłoszczony szczeniak.
-Wcale nie jestem mała!
-Jesteś!
-Wcale nie!- Naburmuszyłam się.
-Słodka jesteś kiedy się złościsz. A teraz został Ci tylko jeden prezent, otwórz.
Prychnęłam na niego i chwyciłam duży prezent.
Był dość ciężki, więc chłopak go przytrzymał, a ja zajrzałam do środka.
Zestaw pościeli(?)
-Pościel? A po co mi pościel?
Na twarzy chłopaka widziałam zakłopotanie.
-Am, em. No bo.. Bo nie masz na czym spać prawda? Łóżko zawsze się znajdzie, a ciepła pościel też jest potrzebna!- Chłopak położył mój ostatni prezent na stoliku i przybliżył się do mnie.
-Wiesz, jest jeszcze jeden prezent. Tylko, musisz zamknąć oczy.- Chłopak patrzył w moje tęczówki i przygryzł delikatnie swoją dolną wargę.
Zdziwiłam się. O co chodzi?
Zamknęłam oczy tak jak mi kazał i nagle usłyszałam trzask drzwiami.
Wyszedł! Zostawił mnie samą!
Nie otwierałam oczu, by móc jak najlepiej wsłuchać się w odgłosy otoczenia. Kroki.. Coraz głośniejsze.. Otwieranie drzwi i trzask.. Kroki zbliżania się do mnie..
Wszystko pamiętam.. On też tak przychodził..
i wypowiadał dokładnie to samo zdanie..
Niski, męski głos wypowiadał moje imię..
-Emelyth..- Nie wytrzymałam. Otworzyłam oczy i ujrzałam, jak przede mną stoi Jeff.
Łzy cisnęły mi się do oczu, byłam niespokojna, czułam się niekomfortowo.
Zaciskałam pięści, nerwowo kręciłam się w miejscu. Chyba to zauważył, bo zmienił ton i mówił dalej.
-Spokojnie, nie przerucham Cię na tym stole, więc się nie bój.-Po chwili się zaśmiał.I kontynuował.
-Wiem, że masz dzisiaj swoje urodziny i też mam dla Ciebie prezent.
Po czym podał mi kopertę.
Niepewnie ją chwyciłam, bacznie go obserwując.
-To ja Cię zostawiam, a Twój kochaś do Ciebie wróci. Dobranoc!- Po czym wyszedł..
Nie wiedziałam o co chodzi, bałam się zajrzeć do koperty i po prostu wcisnęłam ją do tylnej kieszeni spodni.
Rozglądałam się po domu zaciągając kaptur od płaszcza. Zerknęłam na zegarek. To już tak późno! Wybiegłam z jego domu kierując się w stronę domku Raquel.
Po drodze wpadłam na kogoś znacznie wyższego i lepiej zbudowanego ode mnie.
Spojrzałam w górę widząc twarz Jai'a a raczej Kage'a.
-O hej!- Odsunęłam się od niego. Widziałam, że był zakłopotany.
-H..Hej! Mam coś dla Ciebie..I w ogóle.. Najlepszego!-Uśmiechnął się.
-Dziękuję.- Odwzajemniłam uśmiech.
Chłopak podał mi cztery małe prezenty.
-Otworzyć teraz?- Spojrzałam na prezenty, później na chłopaka.
-Jeśli masz ochotę.- Wzruszył ramionami.
Otworzyłam po kolei każdy prezent i ujrzałam.
Kluczyk z zawieszką domku.
Perfumy drogiej marki.
Breloczek z kosą.
Telefon.
Spojrzałam na chłopaka. Wszystkie prezenty baaardzo mi się podobały.
Dodatkowo Kage dał mi plecak, bym mogła te prezenty do niego schować.
Schowałam do środka i założyłam plecak na plecy.
Uśmiechnęłam się dając Kage'owi buziaka w policzek.
-Są świetne! Dziękuję! A teraz przepraszam, muszę lecieć!- Po czym szybko go wyminęłam i pobiegłam w stronę mieszkania Raquel.
Chłopak coś do mnie wołał, jednak nie usłyszałam, byłam już dość daleko od niego.
***
Gdy dobiegłam do mieszkania Raquel rozpuściłam włosy, poprawiłam je i wzięłam głęboki wdech.
Wiedziałam, że nie lubi, gdy je niszczę w gumce.
Weszłam do góry i zapukałam. Otworzyła mi Raquel wpuszczając do środka.
-I jak tam prezenty?- Zapytała.
Wymieniłam wszystkie dokładnie pokazując, na końcu pokazałam list i dodałam, że to od Jeff'a.
Dziewczyna dokładnie mu się przyjrzała, zaśmiała się pod nosem i z powrotem wręczyła list.
-Co jest? Co się dzieje?- Byłam zdezorientowana.
Raquel powstrzymując śmiech, próbowała mi wyjaśnić, że Jeff zapisał mnie do szkoły, w której ona jest wicedyrektorką. Wspomniała też, że słyszała o nadchodzącym nowym uczniu, ale nie wiedziała, że będę nim ja.
Gdy tylko usłyszałam słowo szkoła, ogarnęły mnie mieszane uczucia.
Już kiedyś byłam w szkole.. Nie chcę tam wrócić!
Szkoła jest okropna..
-Spokojnie, to szkoła dla takich jak my! Hej!
Patrzyłam na nią wciąż z wielkim znakiem zapytania na twarzy. Chciałam więcej wyjaśnień.
Raquel zaczęła od opowieści, kto ma prawo chodzić do takiej szkoły, potem opowiedziała mi wszystkie śmieszne jak i tragiczne sytuacje, na sam koniec powiedziała, że bardzo lubi tą szkołę i ma nadzieję, że się w niej odnajdę.
Spojrzałam na list, przełknęłam ślinę i otworzyłam go.
Po przeczytaniu treści dowiedziałam się, że zacznę tam chodzić od najbliższego poniedziałku, czyli już za dwa dni.
Zmartwiłam się, Co z książkami etc?
-Raquel.. Ale ja nie mam książek ani nic..- Spojrzałam na nią zdołowana.
Wtedy ona wyciągnęła z buta podłużny kijek, machnęła nim kilka razy, wtedy na moich kolanach pojawiły się wszystkie potrzebne materiały do tej szkoły.
Przeraziłam się jeszcze bardziej.
Za dużo!
-Hej! Pamiętaj, musisz do poniedziałku wybrać, na jakie zajęcia chcesz chodzić.- Zaśmiała się.
-Hę?- Nie wiedziałam o co chodzi. Jakie zajęcia, po co, na co, gdzie i jak?
-W szkole kształci się różne.. hm.. jakby to.. o wiem!.. profesje! tak! do wyboru jest ich dość dużo.
Wojownik, Łucznik, Mag, Kapłan, Strażnik, Zabójca i Nauczyciel. Musisz wybrać jedną z nich, którą będziesz szkolić.Tobie polecam Zabójcę, bo bardzo się do tego nadajesz!
Spojrzałam na nią i pokręciłam przecząco głową.
-Przecież ja nic nie umiem!- Spuściłam głowę.
Raquel uśmiechnęła się zadziornie i zaśmiała.
-A ja znam kogoś, kto Ci w tym pomoże, nawet 3 osoby!- Spojrzałam na nią i od razu wiedziałam, kogo ma na myśli.
-Niee! Nie chcę tam chodzić z nimi! Proszę, tylko nie to!
Raquel wzruszyła rękami.
-Może lepiej jedźmy zobaczyć Twoje mieszkanie!-Zachęciła.
-No dobrze..
Wyszłyśmy z jej mieszkania i spojrzałam wokół siebie.
-Tak właściwie, to gdzie mamy iść?
Raquel chwyciła klucz i zacisnęła mocno w dłoni. Przez nią przeszedł jakiś dreszcz. Po chwili uśmiechnęła się i ciągnąc mnie za rękę pokierowała w stronę mojego nowego mieszkania.Udałyśmy się do tej samej wioski co wcześniej, jednak tym razem kierując się na samą górę, gdzie przeszłyśmy przez portal, prowadzący do podziemia Lucyfera.
Rozglądałam się chwilę, byłam zszokowana.
Wtedy właśnie ujrzałam, że piekło, które widziałam wcześniej to tylko zła strona. Ta, była pełna zieleni, kolorowa.
Czy to aby piekło?
Raquel po chwili się zatrzymała, ukazując przed nami mały, hobbici domek.
-Nie może być!- Zaśmiała się.- Masz lepszy dom od mojego!
Rozejrzałam się wokół. Było tutaj jak w przyszłości..
Pełno podziemnych a jednocześnie powietrznych pociągów, kilka magicznych, latających maszyn, windy, normalne maszyny!
-Woow!- Wydukałam.
-Zobaczmy Twoje mieszkanie!- Raquel klasnęła w dłonie i powędrowała w stronę mojego domu.
Gdy weszłyśmy do środka i zachwyciłyśmy się jego wnętrzem, ona stanęła na środku i uśmiechnęła się do mnie.
-Jak go urządzimy?
-Nowocześnie!- Wypaliłam. Jednak..
Skąd ja wezmę pieniądze na to wszystko? O jejku..
Raquel znów wyjęła swoją różdżkę i machając nią kilka razy wyczarowała całe, nowoczesne wyposażenie dla mojego domu, jednocześnie teleportując tu wszystkie należące do mnie rzeczy.
Wszystko było na swoim miejscu, gotowe do użytku.
-No cóż, ja już muszę iść i zostawiam Cię samą! A, i tu masz adres szkoły, wpadnę do Ciebie w poniedziałek rano i zrobię Ci makijaż i włosy! To pa! -Wtedy zniknęła.
Zostałam sama w moim domku zupełnie nie wiedząc co ze sobą zrobić.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
Zestresowałam się i szybko do nich podeszłam, jednak zanim otworzyłam, zajrzałam przez dziurkę by upewnić się, kto to.
Był to Kage.
Otworzyłam wpuszczając go do środka.
-Hej! Szukałem Cię wszędzie! Powiedz, używałaś już breloczka?-Chłopak próbował złapać oddech.
-Hej.. Nie, a coś się stało?- Zdziwiłam się.- Poza tym, dziękuję za mieszkanie, Na prawdę, nie trzeba było..
-Daj mi breloczek! Szybko!- Chłopak spoważniał.
Wyjęłam breloczek z plecaka podając mu, a on odbezpieczył przycisk, który się tam znajdował. Chwila, był tam przycisk! Wowowowo.
-Naciśnij.- Odparł rzucając mi breloczek.
Tak jak kazał, zrobiłam. Jednak momentalnie się zdziwiłam.
Breloczek urósł do ogromnych rozmiarów, stał się ciężki, ostry i niebezpieczny.
-Co to ma znaczyć?- Spojrzałam na niego przerażona. Upuściłam narzędzie całkiem zdezorientowana.
-To Twoja broń, musisz jakąś mieć, w końcu tutaj możesz w każdej chwili zginąć.
-Ale ja nie umiem się tym posługiwać..- Odparłam podnosząc kosę.-Poza tym, jest za ciężka.
Chłopak wziął ode mnie kosę i zaczął nią machać.
-Masz rację. ale spokojnie. Nauczysz się.
Znów nacisnął przycisk, a ona zamieniła się w breloczek, który potem podał mi.
-Dziękuję.- Uśmiechnęłam się.
-Za co?
-Za prezenty.. To dla mnie bardzo ważne,. Dziękuję.- wydukałam wzruszona.
-Ta, spoko..
Poczułam, że chłopakowi coś jest.. Był niemiły.. Zły.. Zdenerwowany.. Zlewał mnie..
-Czy coś się.. stało?- Podeszłam do niego i patrzyłam mu w oczy.
-Co Cię to interesuje! Odwal się.- Chłopak odepchnął mnie z ogromną siła. Upadłam na tyłek. Wystraszyłam się.
Chłopak spojrzał na mnie z pogardą i wyszedł bez słowa.
Leżałam na ziemi jeszcze chwilę, potem wstałam zajęłam się domem.
Tak minęła reszta moich urodzin i cała niedziela.
Pod wieczór położyłam się do łóżka po wcześniejszej kąpieli. Bardzo bolało mnie jego zachowanie.
Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi.
Gdy już zasypiałam, dostałam wiadomość.
Odczytałam ją.
Nieznany numer: A, i pamiętaj, w szkole się nie znamy, najlepiej jakbyś nie szła na Zabójcę i w ogóle, unikaj mnie. Narson, Kage.
Zastanawiałam się pół nocy co oznacza ta wiadomość, jednak w ogóle nie wiedziałam co o tym myśleć. Zapisałam tylko jego numer i próbowałam zasnąć.
W końcu jutro zacznie się mój nowy start.
[*]
Jest 8!



Pisz następny *-*! Zajebiste <3
OdpowiedzUsuń