-Dość uciekania, przecież możesz się ich pozbyć. Co Ty tutaj w ogóle robisz?- Mówiłam do siebie.
Spojrzałam raz jeszcze na ciało starca.
-A Ty co o tym sądzisz? Chować się, czy zmieść ich z powierzchni ziemi?- Odparłam.Kucnęłam przy nim i zaczęłam przeszukiwać kieszenie.Znalazłam jego portfel.- Chyba się nie obrazisz co?- Dodałam.
Sprawdziłam jego dane osobowe.
-John Marley. No John, pożyczę trochę kasy. Potrzebuję by przetrwać. Do zobaczenia.- Uśmiechnęłam się sama do siebie i wyciągnęłam pieniądze z portfela starca. Zgrabnym ruchem włożyłam je do kieszeni i opuściłam szopę. Z kosą w ręce powędrowałam do miasta by 'zapolować' na coś do jedzenia. Weszłam do najbliższego sklepu, gdzie od razu zaczęły się krzyki.Połowa zakupoholików wybiegła z krzykiem, inni chowali się po kątach. Ja kulturalnie wzięłam koszyk, zabrałam się za zakupy. Wzięłam jakiś plecak, i prowiant oraz wodę. Poszłam do kasy. Ekspedientka była bardzo zdenerwowana. W końcu nacisnęła ten zasrany przycisk, by wezwać policję. Czekałam na to.
Odstawiłam koszyk i jednym zamachnięciem pozbyłam się głowy ten krowy.Patrzyłam jak jej niewinne ciało osuwa się po ścianie i czekałam aż ktoś mnie obsłuży. Po krótkim namyśle schowałam zakupy do plecaka i zostawiłam na blacie 35 zł.
-Myślę, że wystarczy.- Odparłam i wyszłam.
Szłam Właściwie w nieznanym kierunku. Postanowiłam gdzieś przenocować. Zauważyłam, że z jednego z moteli wychodzi pewna kobieta. Popatrzyłam na nią,stając wiza-wi jej twarzy. Przeraziła się na mój widok. Szybko jednak uniemożliwiłam jej ucieczkę. Z obrotu przepołowiłam jej ciało na dwie części i przytrzymałam jej torebkę. Z ręki wypadł jej kluczyk z numerem pokoju.
Pochyliłam się, wzięłam kluczyk.
-Bardzo dziękuję.- Odparłam i powędrowałam do motelu. Tak zgodnie z numerkiem udałam się do pokoju oznaczonego cyfrą 8.
Pomieszczenie było w miarę normalne. Mały aneks kuchenny, łóżko pod ścianą, ogromna szafa i mała łazienka.
Zamknęłam za sobą drzwi i poszłam do łazienki. Tam zauważyłam kilka ubrań, mniej więcej w moim rozmiarze.
Weszłam pod prysznic, szybko się przemyłam i zawinęłam w ręcznik. Przeprałam majtki, bym miała na zapas 2 pary. Postanowiłam w ubraniach dziewczyny poszukać jakiś majtek. Wysypałam wszystko z szafki. Zauważyłam tylko same stringi i figi. Na szczęście były też 2 pary bokserek. Założyłam jedną na siebie, drugą wsadziłam do osobnej przegródki w plecaku. Zauważyłam też, że dziewczyna ma kilka par butów. Rozmiar też się zgadzał. Postanowiłam pożyczyć sobie trampki. Były czarne, takie jakie chciałam zawsze dostać od rodziców.
Zmęczenie dało znać o sobie, więc założyłam jakąś koszulkę i położyłam się spać. Momentalnie pogrążyłam się we śnie.
Następnego dnia ze snu wybudziło mnie wdzierające się do środka słońce. Otulona ciepłą pościelą zostałam oświetlona promieniami słońca. Niechętnie jednak wstałam, zasłoniłam rolety i zabrałam się za śniadanie.
By nie marnować zakupionego jedzenia postanowiłam zając się prowiantem byłem lokatorki.
Zrobiłam sobie jajecznicę z kawałkami kiełbasy, do tego herbatę.
Najedzona, napita przebrałam się w swoją bluzę i udałam się w dalszą podróż. Wyszłam z motelu, i powędrowałam przed siebie.
Przechodziłam właśnie obok komisariatu policji, gdy nagle zaczepił mnie ochroniarz.
-Hej, to ta dziewczynka z kosą. Jak ona się nazywała...-Zaczął.
Zatrzymałam się, popatrzyłam na niego i z poważną miną odparłam.
-Eme z Aylsham, stary dziadzie..- Facet popatrzył na mnie bardzo rozzłoszczony i zaczął pielgrzymkę w moją stronę.-Co mi zrobisz?- Dodałam. On chwycił mnie za ramię i zaczął szarpaninę. Przymknęłam oczy w skutek rażącego słońca, jednak od razu przed oczami ujawnił mi się obraz, jak to ojciec szarpał mnie jeszcze dobre dwa lata temu.
Szybko zareagowałam. Działałam w stresu i samoobronie. Miałam bardzo zniszczoną psychikę. Każdy najmniejszy złośliwy dotyk mógł mnie bardzo skrzywdzić.
Zamachnęłam się, jednak grubasek odsunął się ode mnie.
-Oddaj to! - Krzyczał.
Z prawego oka pociekła mi krew, a on stał przerażony. Nie wiedział czy atakować, uciekać czy może błagać o litość. Wybrał opcję pierwszą, by nie zepsuć sobie reputacji.
Pożałował tego. Biegł w moim kierunku po drodze wyciągając pałkę, czy on naprawdę myśli, że może mnie tym skrzywdzić? Nie miałam zamiaru od rana męczyć się i robić wygibasy, by zabić jednego grubasa.Po prostu wyciągnęłam kosę w jego stronę w odpowiednim momencie tak, że nadział się na nią prosto tym swoim tłustym brzuchem.
-Coś jeszcze?- Odparłam zwalając go z mojego narzędzia.
Całkiem jednak zapomniałam, że znajduję się przed komisariatem policji. Posiłki, tajniacy i służby specjalnie już zdążyły mnie otoczyć.
-Poddaj się, jesteś sama na naszą setkę!- Krzyczał chyba dowodzący, gdyż inni milczeli.Patrzyłam na nich panicznie.
I co teraz? To mój koniec? Więzienie? A może psychiatryk i życie jak roślinka? To podłe, dlaczego to robią z ludźmi.
Poddałam się więc. Krew z mojego oka przestała lecieć. Wszyscy podeszli do mnie bardzo zdenerwowani.
-Odłóż kosę na ziemię i kopnij w moją stronę.- Odparł ten sam facet. Zrobiłam jak kazał. Jakiś inny mężczyzna przechwycił narzędzie w białych rękawiczkach i zabrał gdzieś znikając w tłumie.
Rozglądałam się z lękiem w oczach. Szybko jeden z nich podszedł do mnie i założył mi kaftan bezpieczeństwa.
Wszyscy przerażeni mierzyli we mnie spluwami.
-Zabijmy ją!- Krzyczeli jedni.
-Na stos!- Wołali drudzy.
Co zatem się ze mną stanie? Wszystko pójdzie na marne? Nie chcę. Nie chcę umierać. Chcę żyć, mordować, mścić się. Niech cierpią za to, co mi zrobili. Za to, że nikogo nie było.
Zaprowadzili mnie na komisariat. Na jednej sali myśleli nad moją śmiercią.
Postanowione.
Jak skończę? Gdzie? Kiedy?
Najlepiej szybko, bezboleśnie, teraz i tutaj. Zastrzelcie mnie. Prosto w głowę, bym już więcej nie patrzyła na wasze podłe twarze. Bym mogła cieszyć się wolnością.
Jako karę, za wyrządzone szkody, postanowili, iż zabiją mnie na krześle elektrycznym.
Kilka godzin, po pojmaniu już siedziałam na przygotowanym w piwnicy komisariatu krześle. Podłączone do przeróżnych urządzeń nie było zbyt przerażające. Usiadłam wygodnie, oni mnie przykuli.
Na twarz nie założyli mi tej szkaradnej maski.
-Ostatnie słowo,wola,życzenie? - Zapytał dowodzący.
Nic nie odpowiedziałam. Z prawego oka jednak popłynęła mi krew. Była gęsta. Bardziej gęsta niż kiedykolwiek wcześniej. Jej kolor był prawie czarny.
Zgromadzeni tutaj wystraszyli się. Funkcjonariusz szybko założył mi tą maskę i kazał odpalać.
Nie ma mowy! Nie pozwolę, by jakieś ścierwa mogły mnie zabić!
W głębi duszy krzyczałam.
Jak wspomniałam wcześniej, dzisiejsza krew była niezwykła. Nie tylko pod względem koloru czy gęstości ale też pod względem zastosowania.
Spowodowała wybuch. Tak, to prawda. Poświęcając siebie, przyczyniłam się do wybuchu całego posterunku.
Stało się to w ułamku sekundy.Nagle, z mojego ciała wydało się białe, oślepiające światło, następnie płomień. Bardzo niebezpieczny i nagły płomień. W przeciągu kilku sekund, piwnica jak i wszyscy znajdujący się tam zamieniali się w pyłek. Następnie płomień przeniósł się do komisariatu. Tam zrobił takie samo zamieszanie co wcześniej. Po około minucie cały budynek znikł z powierzchni ziemi. Został tylko pył i pamięć po Eme z Aylsham.
***
Kej, jest r4. o.-
Huh, nie wiedziałam jaki dać obrazek ;_; Chociaż, po części pasuje do tego rozdziału.
Dobra, Eme dość gadania >.<
Cześć!(:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz